Pokazywanie postów oznaczonych etykietą warsztaty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą warsztaty. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 20 listopada 2014

Dawno temu, w lecie 2013 ;) warsztaty!


Bardzo spóźniony wpis, jednak obecni na zdjęciach kursanci (wszyscy!) zawsze są obecni w moich myślach i sercu !

Rok temu bardzo kameralnie działaliśmy z gliną, upał był nieziemski, ocieral nam się o nogi ciężarny kot sąsiadów a wiśniówka roztapiała się wraz z kieliszkiem, zanim trafiła do ust. Glina wysychała z prędkością światła, rozmowy płynęły jak wartki potok, a ciasto Oli roztaczało zapachy! Kursanci wcześniej się nie znali, jednak nawiązano mocną linę porozumienia i wspólne tematy wypełniły ogród. Pani instruktor sportu i chińskich ćwiczeń Tai -Chi wpadła "przejazdem" i dała się wciągnąć w lepienie ( a ostrzegałam, że glina wciąga!;) ), Marcin ulepił cały asortyment kubkowo - miseczkowy do kawy i orzeszków plus zegar i podstawka pod kadzidełka, panie stworzyły piękne patery, łyżeczki (!), kolczyki i cukiernice, a nawet kolczyki i ściennego anioła.

Jestem bardzo dumna ich pracy - powstały rzeczy oryginalne, praktyczne i piękne! Do tego zawierają odcisk emocji, życia i tamtych chwil, co jest bardzo cenną pamiątką, utrwaloną w glinie. Sami dokładnie wiedzieli, jaki efekt chcą osiagnąć, tylko czasem służyłam pomocą czysto techniczną (przynieś-wynieś-wymień wodę w wiaderku do mycia rąk) ;D

Podczas drugiego spotkania szkliwiliśmy wypaloną ceramikę.

Bardzo spodobał mi się ten zespół, zapraszam ponownie w sezonie letnim! Olu, Marcinie, Ewo - Pozdrawiam i do zobaczenia!

poniedziałek, 19 marca 2012

Zaczyn warsztatowy - nowa nadzieja ;)


Powolutku wykluwają się przygotowania do pierwszego spotkania warsztatowego w Krakowie 16 - 17 czerwca. Krakowscy Znajomi i Przyjaciele sztuk pięknych wzięli na swoje ramiona znalezienie godnego lokalu do pracy, prawdopodobnie zaproponujemy też Państwu poczęstunek, aby nie odrywać się od działań twórczych na zbyt długo i maksymalnie wykorzystać dany czas.
Zapraszamy miłośników rękodzieła ceramicznego i złotniczego, entuzjastów plecionek i szydełka, w programie znajdzie się czas na modelowanie w glinie (tym razem nie zabiorę koła, bo zabrakłoby czasu), tworzenie naturalnej, "indiańskiej" czy "słowiańskiej" biżuterii z drewna, ceramiki i piór, sznura i muszli, gwoździem programu będzie zaprojektowanie własnego, osobistego Łapacza Snów oraz nauka złocenia złotem płatkowym i szlagmetalem.

Warsztaty mają charakter nieformalny i mają być przede wszystkim dobrą zabawą. Nie jest to kurs zawodowy, choć na koniec przewidziane są pamiątkowe dyplomy oraz niespodzianki i prezenty.

Zapraszamy szczególnie rodziny z dziećmi,jeden opiekun dziecka do lat 12 uczestniczy w warsztatach nieodpłatnie. Gdyby zebrały się dwie grupy - "familijna" i "studencka" - wyznaczymy dodatkowy termin.

Ze względu na pierwsze warsztaty w Krakowie ceny będą mocno promocyjne; kiedy tylko dowiemy się, jaki jest koszt wynajęcia sali, oficjalnie ogłosimy na tym i innych, zaprzyjaźnionych blogach oraz Facebooku.

Zachęcam do wstępnego "zapisywania" się w komentarzach i mailach:
info@wstarymsadzie.pl
oraz określenia, który typ warsztatów Państwo preferują.

poniedziałek, 14 listopada 2011

warsztatowo - po szkliwieniu, część 1




Oto Wasze zawieszki, kafelki i placki. Ciąg dalszy nastąpi. Spontaniczność spotkania podkreślona wybuchowością kolorów ;D

poniedziałek, 31 października 2011

echa warsztatów



autor:Cinek



autor zbiorowy ;)po pierwszym wypaleniu, czekając na szkliwienie

Zmieszanie czuję - niejaką konfuzję, ponieważ dopiero teraz nadeszła pora na szkliwienia prac Kursantów. Rzeczy są ładne same w sobie - kilka z nich jest już gotowych, kolor dzieła Anety wprawia mnie w zdumienie i przypomina, że szkliwa żyją jednak swoim życiem, fluktuując w piecu według własnych zobowiązań. Efekt przedstawię dopiero za jakiś czas, kiedy Autorka pozwoli. Jest pięknie!
Teraz nadeszła pora na melancholijną parówę Cinka, która pomimo nazwy jest dziełem dojrzałym, lekkim i pełnym znaczeń. Dziś tylko mała odsłona części rzeźby. Postanowiłam poszkliwić ją ulubionym zestawem, choć pierwszą myślą było pozostawienie i wzmocnienie chropowatej powierzchni jedynie przecierką z brązu. Forma jednak jest tak idealna w przekazie, że nie trzeba jej niczym podkreślać.

Nie raz jeszcze napiszę o echach warsztatów - poruszyły one wiele strun.



( Melancholijny hot-dog wersja przed wypaleniem )

środa, 10 sierpnia 2011

Warsztatowo - część trzecia



Nie ma co ukrywać - zajęcia były wyczerpujące. Niejeden padł, choć był silny jak ... DZIK ;)))))



Rarytasy portretowo - prezentowe.
Jakim czujesz się zwierzakiem?
Można łatwiej się zrozumieć swoją naturę na poziomie zobrazowanym, a nawet WYDZIERGANYM.
Zwłaszcza, jeśli dżdżownica ma w komplecie wyciągane wnętrzności i ruchome siodełko.
Czy każdy z nas nie ma swojego ducha - opiekuna, anioła, który przybiera różne formy?
Czy musi mieć postać człowieka?












Aneta w akcji --- nie mogę zdradzić rezultatów ceramicznych, ponieważ są przewidziane jako prezent. Zrobię jednak stosowną dokumentację i jeśli dojdzie już do donacji, opublikuję za pozwoleniem Autorki

Wobec takiego szydełkowanego sobowtóra duchowego czy nie zgodzicie się ze mną, że Hello Kitty jest samoadaptującym się karmelkiem popkulturowej rzeczywistości?



Warsztatowa Kitty-przeszkadzajka, robiąca pieczątki z łap na ceramice.

Pomysł i prowadzenie - Aneta.
Tego nie było w planach; jako Gość wniosła swoje indywidualne propozycje twórcze. Uwielbiam takie niespodzianki w programie, elastyczny przepływ pomysłów!

A tu jeszcze jeden przykład szydełkodzieła Anety:
http://bloganety.blogspot.com/2011/06/nieoczekiwany-zwrot-akcji-czyli-skwarek.html

wtorek, 9 sierpnia 2011

Warsztatowo - część druga



Początkowo każdy złocący się dusi.

Przypomina mi to pierwsze ekscytujące kroki w zakładzie konserwacji rzeźby w przyziemiach kościoła; koleżanki z pracowni potrafiły rozmawiać podczas pracy; ba! One oddychały, mrugały i normalnie funkcjonowały! Ja siedziałam podduszona i spętana lękiem, że upuszczę kolejny cenny płatek, niszcząc go nieodwołalnie.

Początki pozłotnictwa podobne są do nauki tai-chi w wersji on-line (hihi), na początku człowiek nie może się skoncentrować i wstrzymuje oddech, albo chucha w różne strony, niekoniecznie wtedy, kiedy powinien - to zaburza dotlenienie tkanek i trzęsą się ręce. Trzęsące ręce powodują spadanie kruszcu i wtedy człowiek bardziej się denerwuje i trzęsą się ręce.
Kiedy złapie już złapierytm ruchu-wdechu-ruchu-wydechu już nic nie jest w stanie go zdekoncentrować.

Aby podnieść i zaimplantować płatek nieco szybciej i przy trudniejszych warunkach, wymyślono bibułkę transportującą. Hobbyści pozłotnictwa tradycyjnego wciąż jednak mogą wybrać trudniejszą, przyjemniejszą, medytacyjną wersję "na wiewiórczy ogon".

Często człowiek pędzi na złamanie karku, nie pości, nie medytuje, nie rozkoszuje się pracą. Po dziesięciu godzinach zgarbionej przymusówki na rusztowaniu marzy o kąpieli, obiedzie bez glutaminianu i makaronu instant. Świat nam zwariował, upodabniając się do orwellowskich koszmarów.

Nie we wszystkim jednak jest podobny.

Jest kilka sposobów, aby zwolnić bieg, usłyszeć szum krwi we własnych skroniach, bynajmniej nie z powodu adrenaliny i zwiększonego przepływu ;D
Dostosowanie ruchu pędzla do własnego tempa, dryfowanie, zagarnianie morza. Spokojny oddech, który staje się przypływem i odpływem. Cel staje się środkiem. To, że złocenie wyszło wyśmienicie, to dopiero początek drogi.






Na zdjęciach - Hades złoci ;*


Miseczka "Bastet" z odbiciem i szkliwieniem śladu kociej łapy stała się pamiątką z Sadu - niech ładnie służy Fafikowi

poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Dorowo - warsztatowo

Wielkie słowa nie zastąpią wielkich zdarzeń, myśli i uczynków. Ale niewielkie zdjęcia mogą wiele powiedzieć o pewnym miłym spotkaniu przyjaciół w pracowni na przedmieściu.
Warsztaty to słowo zbyt pewne siebie - wzajemnemu wałęsaniu po zakamarkach sztuki, podszczypaniu, śmiechom, lepieniu i gotowaniu nie było końca. Deszcz jednostajnie ciurkał. Patelnia pyrkała leczem. Pobrzękiwały narzędzia, patyczki, papierki.

Proszę Państwa - przedstawiam moich studentów PWSW Przemyśl oraz Innych Interesujących Ludzi, których zaprezentuję dokładnie w następnym odcinku ;) Wszyscy przyjechali z własnej, nieprzymuszonej woli i nikt ich pod pistoletem nie trzymał. Myślałam, że nie wytrzymają tempa, po czym to ja sama nie dałam rady - było to wielkie wyzwanie organizacyjne! Jak sami uczestnicy zauważyli, Stara z Sadu padła jak pomidor przed północą z pędzlem w dłoni, a przewodnictwo duchowe nad spotkaniem przejęli Goście.

Wstęp do wstępu,proszę oglądać! Część pierwsza!



Aneta szydełkuje stwory. Stwory rzuciły na kolana WSZYSTKICH i wzbudziły wielkie pożądanie!



Niektóre lepianki. Ol inklusiw.



Pora relaksu między złoceniami - Panie chyba coś znalazły w szkatułce.





Iwonka prezentuje najnowszą propozycję chrabąszczową APARTA. Kolekcja jesień-zima, handmade, dzieło własne.

środa, 2 marca 2011

nabór ciał i dusz




W związku z listami bardzo proszę o ujawnienie się chętnych i zastanawiających się półgębkiem nad krótkimi acz intensywnymi warsztatami w Starym Sadzie w te wakacje. Przeliczyć Was muszę, aby przemyśleć ogacenie, wikt i opierunek.
Mam instruktorów do ceramiki, malowania, zdrowego jedzenia i nienagannego prowadzenia się na drodze wszechświata; będzie Pani, co cuda ubraniowe na drutach robi,będzie nauka pieczenia chleba na zakwasie i spacery z psem. Chętnych będę uczyła złocić.
Proszę na razie tylko wyrazić chęć i potrzebę, będziemy kombinować dalej.

Ps. Zdjęcie jest mylące, nie było zrobione w Starym Sadzie, choć stara z sadu faktycznie kręci. Prawdopodobnie koła nie skołuję i będziemy lepić z wolnej stopy, to znaczy ręcznie. Wałeczkami i dolepianiem.


na pierwszym zdjęciu wystąpiły:
Kasia, Aneta i stara z sadu ;)