W zasadzie nie lubię swojego prawdziwego nazwiska z uwagi na niecne skojarzenia z twórcami potworów. Nie przesadzajmy! Każdy z nas choć raz w życiu zmajstrował coś głupiego, demonicznego albo potwornie nieudanego, choć zamysł był przedni!
Znalazłam chrząszcza. Chrząszcz ten był całkowicie i nieodwołalnie martwy. Jego kilku poprzedników nie było i zbiegło chyłkiem z balkonu przy próbie "wietrzenia zwłok". Ten pozostał w grzecznym i smutnym bezruchu, choć tego właśnie się po nim spodziewałam. Lubelsko-leśny chrząszcz o nieznanej przeszłości czeka na kozetce, przygotowywany do złocenia 22 karatami.

Złoty całun - początek zawijania...








Niestety już teraz muszę przyznać, że poniosłam klęskę. Moje wyobrażenia o włoskach, pokrywających tłumnie całe ciało okazały się nieprzesadzone - złoto lubi gładkie i proste sytuacje. Końcowy efekt jest mizerny, czeka go jeszcze lekki kontur po niedozłoconych częściach.
Mam nadzieję, że nikogo nie uraziłam ani nie wystraszyłam.
Jednocześnie pragnę oświadczyć, że nie eksperymentuję na żywych organizmach, a przy martwych również nie przekraczam granic stawonogów. Jak na razie ;)