piątek, 4 lutego 2011

okaryna kosmiczna część 1




Grający żółw b'ARTa http://bartceramika.blogspot.com/ i moja okaryna - chwała i pokłony, jako że żółwia dostałam w prezencie, a resztę mi upieczono i pobłogosławiono. Żółw zasługuje na więcej zdjęć. Dam jak zrobię, bo mi się ostatnio balans kolorów nie podoba. Muszę wymienić baterie... w oczach...chyba.

piątek, 7 stycznia 2011

morskie opowieści






Sny o basenie Morza Śródziemnego przybierają różne, nie do końca uświadomione formy. Na fali mojego nie nowego już zboczenia labradorytowego przedstawiam Państwu "mackę" meduzy.
Podobne stwory obserwowałam w wielkim strachu i fascynacji w okolicach Thassos, dryfując 30 cm obok potężnej, kolorowej, jadowitej gadziny. Mając świeżo w pamięci krzyki poparzonej dziewczynki z plaży czułam, że pot razem z wodą morską kapie mi po twarzy. Pokusa była jednak silniejsza, jak na filmach o krokodylach z animal planet ;) Kto wie czy i kiedy jeszcze taka okazja się powtórzy?

Sznur labradorytów ciętych w plasterki o grubości 2-4 mm, długość naszyjnika 38 cm.
Gdyby ktoś się zakochał oznajmiam, że są trudno dostępne i dopiero muszę je zamówić.

Dziękuję za maile od zadowolonych nowych właścicielek, byłoby mi miło, gdyby dołączyły do komentatorek bloga w rubryce "komentarz"!

piątek, 19 listopada 2010

a we mnie ŚWIATŁO





Kryształ górski jako surowa bryłka, labradoryt fasetowany, srebro.

Zawsze chciałam poznać tajemnice Wszechświata. Gapiąc się w atramentowe niebo marzyłam, że kiedy zostanę astronomem, no, ewentualnie geologiem albo oceanologiem lub teologiem - osiągnę całą dostępną człowiekowi wiedzę - gdzieś TAM musi kryć się przecież odpowiedź na najstarsze pytanie filozofii - dlaczego istnieje raczej coś, niż nic, skoro nic jest stanem absolutnej równowagi i nie wymaga żadnego wysiłku ? Skąd wzięła się energia początkowa, bo Wielki Wybuch jako odpowiedź rodzi jeszcze więcej pytań i raczej nie satysfakcjonuje nawet początkującego odkrywcy.

Astronomia zwraca uwagę na kosmicznych wędrowców - komety, pył międzyplanetarny, meteoryty (np. Pracownia Neores proponuje biżuterię z autentycznymi "gośćmi").
Bursztyny są również wehikułem czasu - cenne zwłaszcza ze względu na zanieczyszczenia i inkluzje; to również wędrowcy w czasie. Powoli dojrzewam do znalezienia swojego kawałka z całym skrzydlatym owadem typu ćma lub motyl i oprawienia w pierścień lub wisior.

Czym są kamienie? A kamienie szlachetne? Półszlachetne? Surowe bryłki i te oszlifowane? Kawałkami tajemnic Ziemi i Kosmosu, archiwum, zapisanym według receptury odwiecznych przemian. Ta sama definicja, choć każdy katalog jest inny.

Dziś już wiem, dlaczego tak zakochałam się w labradorycie, awenturynie i wszelkich "brudnych" skałkach. Nawet jeśli są regularnie oszlifowane, mają błyszczącą powierzchnię - wewnątrz skrywają pozorną entropię, chaos brudnego lodu, skonstruowany według odwiecznego porządku. Wewnętrzne rysy, inkluzje, "pobrudzenia" kolorem, wykwity kryształów w geodach - to fantastyczny zapis kontrolowanego chaosu Wszechświata.


W sesji wzięły udział kopytka/prawidła do butów z początku wieku. Dostałam je od Pauliny, za co bardzo dziękuję! Pięknie pachną kadzidłem.

czwartek, 11 listopada 2010

pomocnicy świętego Mikołaja




fot: rżnięcie cynamonu

Blog leży w barłogu, cynamon się nudzi w pudełku, ja chrypię i plączę się po kątach (łóżka), a tu maile przychodzą, że się obijam twórczo! Proszę Państwa, zamówiłam piękne kamienie, łańcuszki oksydowane, złączki, szpile i muszle, jutro to wszystko zacznie spływać do skrzynki prosto ze zmiętej listonoszki, która patrzy na mnie z wyrzutem, a już dziś rozpoczęły się przygotowania do cynamonowego szału.

czwartek, 21 października 2010

nie leżcie na zimnej ziemi bo złapiecie wilka..







...albo LISA ;)

oczywiście nie ja robiłam, ja polowałam.
Robi pani Celinka:
http://celapiu.pl/s/

A sweterek robiła Basia, która wciąż nie ma strony www i wszystko zabierają jej z druta znajomi, kiedy tylko ukończy. Kiedyś pokażę Wam Basię. Basia dzierga cuda!

poniedziałek, 11 października 2010

Tańcząca z Kłosami




Indiańska Monika i kolczyki z piórami gołębimi i bażancimi. Niech Ci służą!

A preria jest miejscowa.
Bardzo dawne zdjęcia, przepraszam, że dopiero teraz!
Bardzo miłe spotkanie! Pozdrowienia dla Pawła i Chłopaków.

sobota, 9 października 2010

wernisaż

Wczoraj mieliśmy przyjemność spotkać się w kameralnej atmosferze z Panem Janem w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Lublinie. Żywiołowym opowieściom na tematy podróżnicze i artystyczne nie było końca. Pan Jan nie tylko maluje, ale fotografuje, jest wielbicielem i znawcą dzikiej przyrody, architektury dawnej, pasjonuje się historią i ratowaniem zabytkowych przedmiotów.






Wpisy do księgi pamiątkowej






Pani Irena z Michałem, pomysłodawczyni cyklu wystaw dla czytelników, kierowniczka oddziału




Wystawę można zobaczyć od 8 października do 5 listopada 2010 w godzinach "bibliotecznych".